Jestem dziwką czy nimfomanką?

18 kwietnia 2010

Jestem dziwką czy nimfomanką? Gdzie tkwi problem?

 W sposobie widzenia na tą różnicę naszej kochanej płci przeciwnej. Dla nich każda która się pieprzy a nie kocha to zwykła sucz. Nie rozumieją, że my też mamy potrzeby wykorzystywania mężczyzn- tak, my też chcemy sobie poszaleć, pogwałcić, zranić. Oni odbierają nam do tego prawo, co wynika z ich dumy- nigdy nie staniemy na ich poziomie, za wszelką cenę udowodnią nam słabość do seksu która w ich mniemaniu zawsze będzie przejawem prostytucji. Pytam dlaczego? Nie możemy już tak po prostu być podobne do nich?! Pytanie dnia dla mnie ma proste rozwiązanie. Grzeszę- wiem, ale czy to jest coś złego, skoro sprawia przyjemność? Dlaczego coś co nas uszczęśliwia ma równocześnie przyprawiać nas o wstyd  i zakłopotanie?! Dziwka, galerianka, sucz- chce  w zamian za seks dóbr materialnych ja oczekuje jedynie prywatności, szacunku czy szczerego zrozumienia. To nie jest wiele zwłaszcza że daje o wiele więcej – rozkosz. Chłopcze, pomylisz te pojęcia dopiero wtedy gdy się ja się rozczaruję twoimi zdolnościami i upokorzę cię na oczach innych. Wtedy twoje ego zmaleje i masz psychiczne prawo do reakcji – tylko czemu chcesz wyżyć się na mnie? Od i dla seksu żyć będę- nie przestanę szukać przyjemności i ukojenia bólu w tym wspaniałym rytuale dominacji i oczerniania. Chcę oświecić naszych prostych i zamkniętych w stereotypach- zrozumcie że bardziej od was kocham to co potraficie zrobić w łóżku , jak potraficie zadowolić i szanować, jak wczujecie się w skórę nimfomanki. Tej, która leży koło ciebie- nie dziw się jej a postaraj zrozumieć  i wyciągnięte wnioski niech będą zapłatą. Tak bardzo pragnę by seks  był niczym codzienny komplement, czymś naturalnym co przychodzi bez konsekwencji. Nierealne marzenie ,które daje nadzieje na zrozumienie kobiety.

 

Wasza  pieprznięta Nimfa…

Święta, Święta i po Świętach…

18 lutego 2010

W końcu coś na spokojnie… !

Super, można nareszcie odpocząć od garów i ogólnego zatłoczenia, te całe święta zaczęły mnie już dobijać.

Dzisiaj siedzę cały dzionek na łóżeczku i mam w nosie co robią inni… Z laptopikiem na kolankach piszę na GG, sprawdzam naszą klasę i oglądam filmy… Rewelacja… Pełno filmów w jednym miejscu i za niewielką kwotę można oglądać, bez limitów… Z wczoraj na dzisiaj w nocy oglądałam Galerianki, kolejny polski film, który przedstawia jak to się u nas w Polsce dzieje, a i tak nikt z tym nic nie robi… Żenada !!

Właśnie jest taka pora, że niedługo będą wołać mnie na obiad… Najchętniej bym się schowała pod łóżko i nie wynurzała się aż do nowego roku…, fajnie tak zapaść się pod ziemię… Odetchnąć z ulgą po zaduchu jaki wprowadzają święta… W ogóle to rewelka, a nie święta, wszędzie zielono dookoła :) Ciepło… Nie lubię zimna…, przytłacza mnie tak samo jak deszcz… chociaż tego to już bardziej wole !! Przynajmniej jest cieplejszy od śniegu.

To na tyle… Pora na Obiad ;| Napiszę pewnie jak coś się ciekawego wydarzy :)

Galerianki, cichodajki i my wszystkie szukające sponsora

22 października 2009

Galerianki w kinach, w gazetach artykuły o uniwersytutkach, ogólnie powszechne zainteresowanie. Nawet poczciwy tygodnik zwęszył w tym sensacje. Ale czy to wszystko jest prawdziwe ? Jest prawda, tylko prawda i gówno prawda. Wszystkie medialne newsy to gówno prawda. Skąd to wiem? Bo od roku jestem uniwersytutka. Tak zdradziłam swoje ideały i sprzedaje się za pieniądze. Nikt o tym nie wie ale czasami mam ochotę się tym wszystkim z kimś podzielić. Stąd blog który właśnie przeglądasz drogi czytelniku. Zacznijmy więc od początku.

Kim jestem?

Wierząc medialnym schematom powinnam pochodzić z malutkiej wsi gdzieś na wschodzie Polski. Moja rodzina powinna być patologiczna. Ojciec wracający do domu pijany i matka oddająca się sąsiadom za butelkę wina z kapslem. Jednak to wszystko to tylko schemat wymyślony przez redaktorów i scenarzystów siedzących za biurkiem i popijających leniwie kawę.

Pochodzę więc ze dużego miasta, mam kochających, ciężko pracujących rodziców a mojego ojca nigdy nie widziałam pod wpływem alkoholu.

Jestem więc typową dziewczyną, jakich pełno w szarej stolicy.

Mam to szczęście (choć czasami mam wątpliwości czy to jest naprawdę szczęście), że jestem szczupłą, wysoką brunetką. Tak też wyszło, że miseczka mojego stanika to magiczne D. Czy dodałam, że mam też kobiece pośladki ?:) To nie laurka ani nie reklama. Tak po prostu wyglądam i żadna w tym moja zasługa. Taka się urodziłam.

Tak drogi czytelniku Twoje podejrzenia są słuszne. Miałam i mam spore powodzenie u facetów. Patrzycie na mnie swoim pełnym żądzy wzrokiem i zjadacie mnie w fantazjach na kolację. Nie pytacie czym się interesuje, nie interesuje was to że mam pasje, marzenia. Was interesuje jedno fajny tyłeczek i cycki. Cóż taka wasza natura i absolutnie nie mam za to do was pretensji. Kiedyś miałam. Kiedyś denerwowało mnie to że traktujecie mnie jak mięso do ruchania. Teraz was zrozumiałam. Taka macie naturę. Kobieta od zawsze szukała samca który zapewni jej bezpieczeństwo a samiec od zawsze był zaprogramowany do zapłodnienia jak największej liczby kobiet. Natura wypełniła wasze jądra testosteronem i nic na to nie poradzicie… Teraz to rozumiem i wykorzystuje.

Dlaczego zaczęłam więc szukać sponsora?

Bycie uniwersytutką, lub cichodajką jak nas nazywacie to absolutnie nie jest marzenie każdej studentki. Przynajmniej nie moje.

Moją decyzję uwarunkował przypadek. Wracałam z imprezy z koleżanką z roku, która podobnie jak ja przyjechała do Warszawy na studia. Rozmawiałyśmy jak zwykle o wszystkim i o niczym. W końcu rozmowa zeszła na jej faceta. Nigdy nie mogłam zrozumieć co ja w nim pociąga. Przeciętnej urody facet, z IQ na bardzo średnim poziomie, ogólnie mało interesujący. W końcu spytałam dlaczego z nim jesteś ? Spojrzała na mnie jak na kogoś kto się dopiero urodził. To ty nie wiesz, przecież jego starzy mają hurtownie leków i śpią na kasie. Widząc moją zakłopotaną minę dodała. Wiesz od miesiąca mieszkamy razem, rodzice kupili mu super mieszkanie na Mokotowie z wielkim tarasem suuuuuuuuper. Na ferie jedziemy w Alpy jego samochodem, bla bla bla. Nie mogłam tego słuchać ona nawijała ja się kompletnie wyłączyłam. Na koniec wiązanki palneła. Wiesz muszę mu codziennie gotować, czasami ma humory, wkurza mnie cały czas ale jak sobie przypomnę pokój w akademcu i zakupy w biedronce te niedogodności znikają. Przecież każda z nas szuka sobie faceta przy którym będzie miała dobre, wygodne życie coś taka zdziwiona?

Wróciłam do domu. Położyłam się na moim luksusowym łóżku :) w akademcu i zaczełam myśleć o tym wszystkim. Nie chciałam takiej przyszłości, takiego życia. Ale wiedziałam też, że będąc na pierwszym roku studiów bardzo długa droga przedemną zanim zacznę zarabiać pieniądze. I co do tego czasu mam opiekować sie, matkować, prać, gotować jakiemuś głąbowi żeby spełniąć marzenia, podróżować i nie zastanawiać się w sklepie czy w tym tym tygodniu stać mnie na czekoladkę? W życiu

Ale może jest inne wyjście. Czy można być na utrzymaniu faceta nie gotując mu, nie piorąc, nie przebywając z nim 24 godziny na dobę. Okazało się, że można…

Poniżej trailer filmu galerianki

Galerianki trailer kliknij

Poniżej artykuł o uniwersytutkach z dlaczego 2007

Artykuł o uniwersytutkach

CDN…

BLACHARA – rodzaj męski (patrz: koleś nijaki)

9 maja 2009

“kochać to nie znaczy, zawsze to samouważaj stara bo ten frajer leci na Twoje sianoco znaczy kochać poznać mu nie danozweryfikuj wtórnie może sypiasz z ……. (uzupełnić wedle uznania)”

“materialne dziwki” – firma (przeróbka)

Wydawać by się mogło, że wyłącznie kobiety “lecą na kasę”.,. BULL SHIT! Przyjęło się kobiety nazywać “blacharami”, nie ma generalnie formy męskiej – wielkie niedopatrzenie.,. 

Blachara – osobnik płci żeńskiej, dobierający sobie partnerów do prokreacji przez pryzmat samochodu jakim się poruszają. Charakteryzuje się jasnożółtym kolorem sierści i mandarynkowym umaszczeniem ciała. Na twarzy ma grubą warstwę brązowej mazi, a powieki jej pokryte są podobną mazią w kolorze oczojebnego różu sięgającego aż do brwi. Blachara okryta jest najczęściej malutkim kawałkiem materiału sięgającego od niskiej linii biustu aż do linii poniżej majtek (których najczęściej w ogóle nie ma). Przeważnie występuje wśród rodziny usportowionych. Najsławniejszą blacharą jest blondyna “królowa jest tylko jedna”.Blachary rozmnażają się bezpłciowo, zapylenie następuje poprzez wpływ rówieśniczek, poprzednich pokoleń, gazet lub telewizji, gdzie przedstawia się te i podobne kobiety jako dominującą siłę narodu. Podstawową Biblią lachonów jest „Twist”, „Popcorn” i „Bravo” (lub w wersji rozszerzonej – „Bravo Girl”), a także w swojej ukochanej „Dziewczynie”, „13-nastce”, a w części rzeszy blachar również jakże inteligentna gazetka „Joy”, gdzie znajdują się najnowsze odcienie różu, sprzedaż różowych cieni do powiek, tuszów do rzęs, kredek do oczu i cuchnących, słodkich do omdlenia perfum. Gatunek ten jest skazany na wymarcie, gdyż w miarę bogacenia sie społeczeństwa ilość nowych fur wzrośnie do takiego stopnia, że to biedne stworzenie skręci sobie kark, rozglądając sie za coraz to fajniejszym wózkiem. Dlatego postuluje się wprowadzenie wymiaru ochronnego na blacharę i limitu połowów przez DRESÓW [czyt. zarąbisty kolo z trzema fur(mank)ami, złotem na ABS-ie [Absolutnym Braku Szyi] i innych częściach ciała.]Do polowania potrzebne są:

Wózek, fura – najlepiej jeszcze na blachach z Niemiec, na których data ważności upłynie za 2 dni, gdyż wtedy mózg blachary przepełni dreszczyk emocji, iż daje się wyrywać gangsterowi.Fele, felasie – pozwalające na toczenie się w kierunku skupisk blachar.Tuning optyczny wózka – dzięki czemu przestaje (lub w mniejszym stopniu) wyglądać jak samochód rodziny, który doświadczył osobiście 2 wojny światowej i owa fura była największym wydatkiem od czasu odbudowy Berlina.Zestaw naklejek nic nikomu niemówiących, z reguły zdjętych z puszek smarów i olejów na najbliższym Orlenie.Tuning mechaniczny – czyli zrobienie napraw tak, aby wózek mógł jeździć.Przyciemnione szyby – aby blachara miała spokój podczas podroży i mogla zmyć twarz makijaż i rozpuścić włosy, nie powodując zamieszek na ulicach.Kubełki, kubły – sportowe fotele, w zasadzie nie wiadomo po co, gdyż utrudniają uprawianie seksu wewnątrz samochodu.Głośniki, Subwoofery - urządzenia przywołujące blachary, najlepiej używać z najtańszą płytą Disco Polo zakupioną na wiejskim odpuście.

Definicja zabawna, przekoloryzowana – karykaturalnie nakreślająca sedno sprawy.,. Owszem, istnieją laski bez skrupułów, bez ambicji, chcące kolokwialnie rzecz ujmując “ustawić się”. Istnieją laski, które uwagę zwracają wyłącznie na stan konta, markę samochodu czy markowe ciuchy. Wyróżniamy też nową odmianę – “galeriankę” (galerianka -dziewczyna “sponsora”, jest z nim dlatego, że kupuje jej różne rzeczy i funduje każdą zachciankę). W społeczeństwie tak się już po prostu przyjęło, że to laski lecą na kasę; podobnie jak mit, że laska, która ma bujne życie seksualne jest kurwą a koleś zaliczający jedną po drugiej to kozak. Utarło się tak i tyle (męskie zdrady znajdują o wiele większe przyzwolenie społeczne – nie są tak potępiane jak powinny.,.)… Obyłoby się i bez tego wstępu ale mniejsza z tym.,. 

Wpisuje w google “facet lecący na kasę” … PUSTO. Google – skarbnica wiedzy, odpowiedź na wszystko i nic? Czyli nie ma tak wybitnych jednostek płci męskiej? Powtórzę raz jeszcze: BULL SHIT!

Prosty przykład: koleś urodzony 12.03.1978 – Grześ, syn Grażki, z domu Bo$$ .,. Nie ma nic. Nie posiada wykształcenia, pomysłu na życie, nie dorobił się niczego. Brat nie wpuszcza go do domu. Okrada mamę, wujka, ciocię i babcię i kogo tylko się da. Wykorzystuje laski. Średnia to osiem na tydzień. Zapytacie jak? PROSTO. Z jedną widzi się dziś,z drugą mieszka, trzeciej pisze, że jedzie na tydzień za granicę w interesach,itd.,. Z ojcem nie pozna nigdy żadnej - ojciec nikogo nielubi – bił go klapkiem za dzieciaka :( .,. Mniejsza z tym – koleś jest zwierzęciem, nie obrażając pieska czy kotka bo te mają uczucia. Dopadł teraz nową ofiarę, jest to tzw. SZANSA ŻYCIA – ustawiona z domu. Mamusia ma firmę ochroniarską, najnowsze volvo.,. Ofiara wozi się najnowszym civikiem – cel idealny – rozwódka, stara (27/28? l.), bez dzieci (powód niezweryfikowany), w dołku uczuciowym, buzia ładna, figura żadna, lesrus – nierób śpiący do 12.00 w południe (tutaj akurat się dobrali :) .,. TOK MYŚLOWY: ZALICZYĆ, ZALAĆ, ZAOBRĄCZKOWAĆ, ZAGARNĄĆ co się da.,. Bestia niszcząca wszystko i wszystkich, nie szanującą nikogo nagle przeobraża się w potulną owcę.,. ŻAL. Niech zgadnę. Sto sms-ów dziennie, multum telefonów i opowieści jak jest grubo. Napomknijmy, że delikwent buja się na kłamliwym wizerunku sprzed 10 lat (jak on to ją nazwał ostatnio? mamy tio nagrane: “koleżanka ze studiów, stara, przydupcyła się i nie chce się odjebać”).. Mogę wyjść na złośliwą, zazdrosną sukę.,. Walić to. Jeśli dojdzie do dnia X, to ja będę znała powód dla, którego tych dwoje – no wiecie.,.Kurwa (przepraszam za wulgarność) to takie żałosne. Widziałam tą laskę – szkoda dziewczyny.,. Nasuwa się jedno tylko pytanie.,. JAK nazwać faceta, który niczego do laski nie czuje i rozgłasza wszem i wobec (mamy 15.11.2009), że zaleje formę jeszcze w tym roku i ochajta się, byle by tylko przejąć jej majątek. Jeśli laska oglądająca się za furą to blachara, jakim mianem okrzyknąć takiego typa?! MĘSKA DZIWKA,. BLACHARA,. SZMACIAŻ ZA DWA PLN (WSADZASZ I PCHASZ)?????? .,. To ja nie wiem …………………………………

Temat nie rozwinięty do końca – winna wiśniówka – sorry .,.,.,.

Intymność na pokaz

11 lutego 2009

  Do napisania tej notki skłoniło mnie pewne wydarzenie sprzed około miesiąca. Kolejna znana osoba rozebrała się dla Playboya. Wstrząsnęło mną tą strasznie, gdyż miało to dla mnie osobisty wymiar. Pozbawiło kolejnego młodzieńczego ideału.

  W marcowym Playboy ukazały się nagie zdjęcia polskiej siatkarki Anny Barańskiej. Byłem jej fanem. Zachwycała m nie jej gra i charakter. Podobała mi się także jako kobieta. Jednak nawet nie miałem ochoty na te zdjęcia patrzeć. Ogromny niesmak wtedy  czułem. Zdjęcia były co prawda artystyczne, ale co z tego? Nagość pokazywana nieznanym mężczyznom to nagość pokazywana nieznanym mężczyznom. Nie rozumiem… Jak taka rozsądna kobieta mogła dla kasy zrobić z siebie obiekt seksualny. Nie, nie powiem, że jest kobietą lekkich obyczajów. Nie dawała z sobą robić nie wiadomo czego. Pewnie wybrała rodzaj zdjęć, ujęcia. Zrobiła coś dużo mniej złego, ale dla mnie nadal niemoralnego.. Tysiące napalonych, niewyżytych samców patrzyło na jej zdjęcia i na pewno nie tylko patrzyli. Pojawiały się głosy, że to wcale nie dla pieniędzy. To jest zwykła naiwność… Niektórzy mówili, że ma z narzeczonym forsy jak lodu. I co z tego? Pieniądze są jak narkotyk, gdy masz ich dużo chcesz jeszcze więcej. Inni wypowiadali się, że to na pamiątkę. Na pamiątkę udostępniła nagość całej Polsce? Jeśliby chciała pamiątki, sesję zrobiłaby w zaciszu domowym, może nawet bez udziału profesjonalnego fotografa. Naprawdę nie mam nic przeciw nagim zdjęciom i aktom. To jest coś pięknego, jeśli kobieta trzyma to w domu i wybiera komu pokazywać. Partnerowi, kochankowi czy przyjaciółce. Słyszałem jeszcze opinie, że może te pieniądze przeznaczy na cel charytatywny. Bez komentarza… To wszystko sprawiło, iż przestałem być jej fanem. Idol to nie tylko wyjątkowy talent w jego dziedzinie, ale także jakieś cechy jego charakteru. Zrozumiałem, że fani to jelenie, które dają sobie wciskać kit. Przecież jeszcze niedawno mówiła, że nigdy się nie rozbierze dla tego typu czasopism.. Jak tu ufać? Nie potrafię zaakceptować tej decyzji. Wiem, żaden ze mnie fan, jeśli przez taki drobiazg przestaje nim być. Właśnie m.in dlatego rezygnuję.

   Nie rozumiem w jakich czasach my żyjemy. Ludzie dla pieniędzy zrobią wszystko. Dają się jak najbardziej upadlać. Ja rozumiem kobiety z biednych rodzin, które nie mają za co żyć i na dodatek żadnego talentu, więc inaczej nie zarobią. Nie trzeba być bogaczem by żyć godnie. Ja to wiem doskonale.i nikt mi nie wmówi, że jest inaczej. Co bogaci mają z życia? Dom ogrodzony niemal drutem kolczastym. Ogrom kamer, alarmów i ochroniarze pałętający się po domu. I ten ciągły strach, bo mogą się włamać, porwać dziecko. Ludzie dla kasy zrobią wszystko, co najgorsze. Nie mówię już o morderstwach na zlecenie. Sprzedaje się nawet własne rodziny. Chodzi mi o “teleturniej” Moment prawdy. Ludzie tam zdradzają największe sekrety swojej rodziny, swoje ukryte pragnienia i grzechy, które nigdy nie powinny wyjść na jaw, bo rozbiłyby rodzinę. Wszystko dla wysokiej nagrody pieniężnej. No i te nieszczęsne Galerianki. Kasa, kasa i kasa. Dokąd zmierza ten świat? Niektórzy na pewno pomyślą, że jestem niedzisiejszy. Czy na tym ma polegać bycie dzisiejszym?. Na zatarcie moralności? Nie wydaje mi się…

Jak mogłeś.?! cz.5

10 marca 2008

Następnego dni był już piątek. Na reszcie. Został tylko jeden dzień nauki. A potem dwa dni wolnego. I znowu do budy. Nosz Kurwa. Ale jaki kraj taki obyczaj. Chyba pójdę na zakon. Westchnęłam. Wygramoliłam się  z łóżka. Pierwszy raz od dłuższego czasu wstałam sama. Aż dziw. Poszłam po mleko. Wyżłobiłam cały karton po czym wywaliłam go do śmieci. Starego nie było. Pojechał do Wrocławia by coś tam załatwić w związku z Sylwią ( tą jebniętą dziewczyną z którą wiążą mnie jedynie więzy krwi mojej matki. Bo stara się zagalopowała i urodziła jeszcze jedną córeczkę gdy ja miałam zaledwie rok. Chyba nie wiedziała co to kondom. )  No cóż. Jeżeli musiał to pojechał no nie.? Co go tu trzyma oprócz mnie. Połknęłam dwie tabletki apapu ( zwykle biorę jedną ale starego nie było to se na dwie pozwoliłam. ) Napisałam do Kuby po czym zamknęłam kompa. Ubrałam się i założyłam plecak na plecy i wyszłam z chaty. Spotkałam Pandzie. Szła z Dawidem ( naszym kolegą z podstawówki. zdał ale teraz chodzi do innej szkoły. ) Podbiłam do nich.

– Co tam.? – zapytałam ich uśmiechając się szeroko.

– Hej. – powiedział Dawid.

– Ej. – powiedziała Pandzia.

– Nudy.  Dziś wagary. Nie idę do szkoły. – opowiedział z uśmiechem Dawid. A ja spojrzałam na Pandzię. Chyba chciała z nim pobyć sama. Zdziwiło mnie to ale sami wiecie. Jak trzeba to trzeba. Powiedziałam im że musze być szybciej. A to prawda bo muszę wytłumaczyć Wiktorowi dlaczego wczoraj nie mogłam. Oczywiście muszę mu naściemniać co nie.? Ech. Takie życie. Poszłam szybkim krokiem zostawiając ich z tyłu.

            Weszłam do szkoły. Mieliśmy na parterze. Beata siedziała na ławce oparta o ścianę. A obok niej siedział Kuba i coś jej tłumaczył. Słuchała go. Chyba. Rzuciłam plecak i pobiegłam na górę do Wiktora. Stał z kolegami i coś do nich mówił. Podeszłam do niego i pociągnęłam go za rękę. Poszedł za mną od razu kończąc wyraz w pół słowa.  Zbiegłam z nim na dół i wyszliśmy na dwór pogadać.

– Mogę dziś do Ciebie wbić.? – zapytałam miło.

– Jasne. A wczoraj…?

– Ja, wczoraj byłam na kogoś wściekła. Nie chciałam tego odreagowywać na Tobie. Przepraszam. – spojrzałam mu w oczy.

– No jasne śliczna. Będę czekał w domu. Tylko mój brat będzie. No i stara.

– Okej. Oni są w końcu spoko nie.?

– Jasne – zawtórował mi. – Dobra spadam bo się wkurwią. – powiedział i poszedł. Ja też wróciłam. Usiadłam obok kumpeli i Blondiego.

– Hej. – powiedziałam do nich.

– Siema. – uśmiechnęła się – Kuba. Możesz pójść.? Muszę z nią pogadać. – powiedziała do ucha chłopakowi.

– Jasne. – wzruszył ramionami i odszedł.

– No i co tam.? – zapytałam.

– Wporzo. Mnie ciekawi jego reakcja.! No opowiadaj kurwa.! Weś. – pisnęła.

– Ech. No poszłam. Zobaczył. Zdziwił. Wytłumaczyłam mu że go kocham. On powiedział że mnie kocha…

– Co.?! – krzyknęła tak głośno że aż Oliver i Jadzia przestali gadać i spojrzeli na nas. – Odwróćcie się kurwa! – krzyknęła do nich.

– Co to za słownictwo Beato.?! – zapytała stojąca za nami pani od angola.

            Beata zamarła. Odwróciła się. Słyszałam jak głośno bije jej serce. Ale jakoś ułożyło się jej w głowie jakaś odzywka.

– Nie wiem o czym pani mówi. – powiedziała spokojnie ale głos jej lekko drżał.

– Nie wiesz.?! Kto jest twoim wychowawcą.?

– Nie powiem pani. – odpowiedziała i wstała. – Bo nic pani do tego. – Wiedziałam że teraz będzie miała gorzej.

– Ach ty.! Do dyrektora.! – krzyknęła.

            Beata przegryzła wargę. Poczłapała do gabinetu dyrektorki razem z panią od angola. A my weszliśmy do klasy. Wszyscy szmerali o tym co Beacie zrobi dyrektor. Oliver chyba był szczęśliwy. Ale on zawsze jak jest się z czego śmiać to płacze. A jak trzeba być smutnym to się śmieje. Bo to taki capowaty chuj. Wyciągnęłam się na biurku.  Akurat mieliśmy polak. Facetka nie wnikała w osoby siedzące na końcu. A na polaku siedziałam z Beatą. A że jej nie było to wiecie. Baba przypomniała nam właśnie rozbiory jakiś zdań. Jezu. Lol mi jej. Jak to było w podstawówce to chyba będę pamiętać. Sprawdziła obecność. Beacie wstawiła kropę ołówkiem. A potem zrobiła kartkówkę.! Z rozbiorów zdań. Ale tam trzeba było coś jeszcze dodać z wczorajszej lekcji. Nie wiedziałam co. Bo ona myśli że jak to było rok temu to ja niby mam to pamiętać. Pojebana. Napisałam. Oczywiście jak zawsze na czwórkę. Nie cieszyłam się zbytnio. Bo akurat u tej baby jak jej przyniesiesz coś tam to wstawi ci szóstkę. Też mi coś. Beata przyszła w środku lekcji. Wyglądała na lekko przybitą ale i rozbawioną. Usiadła obok mnie. Baba jeszcze ją wypytała. I postawiła jej tróję. Oraz wytarła nieobecność.

– I co.? Czego chcieli.? – zapytałam szeptem.

– Musiałam im wytłumaczyć słowo kurwa. Potem obiecali zadzwonić do starej. Ale mają pecha. Stara ma nowy numer. Zagraniczny. Więc nie zadzwonią. A wychowca zapomni już jutro. Jak on zapomina że dziś srał. To wiesz.

– Wiem. Co im powiedziałaś.

– Żeby sobie galerianki obejrzeli. No ale musiałam im to sprecyzować. Wiec wytłumaczyłam że to ta co się puszcza. Więc wiesz. Zapytali mnie się czy moje koleżanki są dziwkami bo jak nie są to czemu ich wyzywam. Cackali się ze mną jak w przedszkolu. Wkurwiło mnie to. No ale cóż. – skończyła i zaczęła notować.

– Ja bym powiedziała że kurwa to taki rodzaj pracy. A miejsce tej pracy jest zwykle pod latarnią, na rogu ulicy, w galeriach lub salonach masażu. Ewentualnie na dworcach.

            Beata wybuchnęła śmiechem. Pani usłyszała i wstawiła jej pałę. A ta dalej chichotała, chichotała i notowała.

            Po szkole poszłam do Wiktora tak jak mu obiecałam. Otworzył mi i uśmiechnął się szeroko. Poprosiłam by przygotował coś do jedzenia bo nie jadłam obiadu. Fu. Jakaś ryba była ohydna. Beznadzieja. Ja za to płacę. No znaczy nie ja. Tylko mój stary. Ale to już inna bajka. Jego stara przygotowała chińskie żarcie. Z pałeczkami. Jedliśmy wszyscy tylko Krystian jadł kanapki z miodem. Siedzieliśmy wszyscy na podłodze przy kominku. Ich stara twierdzi że tam jest najlepsza atmosfera. W ogóle nie opsiałam wam jej wyglądu. Ma mocno czerwone włosy do pasa. Zwykle spięte w duży koński ogon. orzechowe oczy i jasno różowe usta. Rzadko spotykane. Te usta ma właśnie Wiktor. A oczy odwiedził po ojcu. Zielone. Taka czysta zieleń. Jak się patrzysz czujesz się jakbyś biegł przez puszczę afrykańską. Piękne.

– Czemu miód jest słodki do kurwy nędzy.?! – krzyknął zbulwersowany Krystian ( a on ma siedem lat. )

– Nie wiem.!? Pszczół się zapytaj*. – odpowiedział Wiktor śmiejąc się.

– Krystian. Nie wyrażaj się tak do chuja. – odpowiedziała mu matka wyszczerzając rząd prościutkich zębów. A ja Wybuchnęłam śmiechem. 

            Później poszliśmy z Wiktorem do jego pokoju. A stara poszła z Krystianem na zakupy. Bo Krystian od miesiąca ją błagał o buty z kółkami. Takie jeżdżące. Wiecie jakie nie.? Usiadłam na łóżku. A on przyniósł mi mleko. Piliśmy i gadaliśmy. Wiktor był trochę zdziwiony tym że Beatę do dyrektora za takie gówno zabrali. I razem ustaliliśmy że to musi być jakiś spisek. Jakiś czas później chłopak usiadł obok mnie. Zaczęliśmy się całować. Długo nawet. Jego ręką powędrowała nie tam gdzie trzeba.

– Co ty robisz..? – zapytałam odsuwając się od niego.

– No co.? – spytał.

– Za krótko. To za krótko. – spojrzałam na niego. – Myślisz że dostaniesz wszystko od razu.? Chyba śnisz. – powiedziałam wstając. Usiadłam na kanapie.

– Och. No dobra. Jak se chcesz. – powiedział.

            Pogadaliśmy jeszcze przez chwilę po czym wyszłam.

…skandalizujący Żeromski, a Galerianki =D

8 lipca 2007

Kiedy “Dzieje grzechu” ukazały się w druku w 1908 roku, wokół Żeromskiego pojawiła się mgiełka skandalu…była to powieść wprost Pornograficzna jak na tamte czasy. Kiedy we wrocławskim Capitolu pojawiło się przedstawienie o w/w tytule, bardzo chciałem to zobaczyć…Niestety raczkowałem jeszcze wtedy jeżeli chodziło o życie w stolicy Dolnego Śląska. Nie zobaczyłem niestety…Postanowiłem coś innego. Kupiłem książkę. Czymże jest spektakl trwający kilkadziesiąt minut, w porównaniu z książką której treścią można się zachwycać miesiącami. W każdej chwili można również do niej wrócić. Może teraz trochę o terści:

 

…młoda Ewa Pobratyńska prowadzi spokojne, pobożne i “czyste” życie wraz z rodzicami w centrum Warszawy, która znajduje się wtedy pod rosyjskim zaborem. Pewnego dnia w domu jej wynajmuje pokój niejaki Łukasz Niepołomski. Miłość trochę nierealna, ale faktem jest że, otóż ta Ewa proszę Państwa zakochuje się bez pamięci w starszym i żonatym mężczyźnie. Zaczyna o nim fantazjować. W telegraficznym skrócie Łukasz porzuca Warszawę i udaje się do majątku hrabiego Zygmunta Szczerbica, by tam zostać guwernantem. Ewa dostaje pewnego dnia wiadomość od lekarza z tamtejszych stron, że Łukasz leży w szpitalu raniony kulą hrabiego…Młoda dziewczyna zadłuża się u ciotki Barnawskiej i wyrusza w podróż nie mówiąc nikomu o swoich planach. Wszystko byłoby pięknie i miłość by kwitła, no ale co to byłaby za powieść…Broń boże żaden romans…a fe! Przez pare miesięcy Łukasz i Ewa żyją w pokoju w posiadłości pewnego Żyda, to ten okres okazuje się najszczęśliwszym i zarazem najgorszym okresem w życiu młodej, nie ukształtowanej jeszcze Pobratyńskiej. Pewnego dnia Łukasz oświadcza jej, że wyjeżdza do Rzymu by tam uzyskać rozwód kościelny (wyobrażacie sobie? rozwód kościelny w tamtych czasach?). Ewa znowu zostaje sama, po raz drugi. Nie wie jeszcze, że ukochanego zobaczy dopiero w chwili swojej śmierci. Podczas pobytu na wsi Łukasz często pisuje do swojej lubej, niestety kontakt szybko zostaje zerwany. Ewa jest w ciąży…Jej młody organizm nie dopuszcza tego do wiadomości i biedna nie wie co się z nią dzieje kiedy to zaczyna rodzić…Ten fragment książki jest najciekawszy. Nie pamiętam żeby nawet Zola przedstawił coś tak naturalistycznie jak ta scena u Żeromskiego…Cały pokój wraz z Ewą we krwi, dziecko się rodzi, ta zakrywa mu usta, żeby przypadniem nikt nie usłyszał pierwszego tchnienia i płaczu dziecka. Ewa biegnie do wychodka i wrzuca zawiniątko do czarnej, śmierdzącej i oślizgłej dziury…Co ja zrobiłam? – myśli sobie wracając do pokoju. Biegnie z powrotem sama rzuca się w odchłań, przerażająco brudna i śmierdząca nie słyszy jednak płaczu, oddechu czy nawet bicia małego serduszka…Po doprowadzeniu się do porządku, zbiega do Warszawy do rodziców…Matka nie chce jej znać, lecz ojciec przyjmuje Ewę pod swój dach, grożąc matce śmiercią jeżeli tylko się spróbuje sprzeciwić. Ewa z wiekiem coraz ładniejsza, niestety coraz bardziej plugawa podejmuje pracę kasjerki w cukierni. Tam spotyka ją hrabia Szczerbic…Co następuje dalej? Ewa ucieka z nim za granicę. Oczywiście w poszukiwaniu Łukasza. Jest Nicea, Monte Carlo, Sycylia, Wiedeń, Paryż…Jest Jaśniach i Poroń…Po informacji, że Łukasz dostał rozwód i bogato się ożenił Ewa wpada w rozpacz, zeszmacza się totalnie myśląc że zrobi Łukaszowi na złość i że ten wróci do niej…Ewa tak czysta i pobożna na początku, zostaje zwykłą uliczną kurwą…Taka jest już do końca…Ech co ja będę Wam tu pisał, przeczytajcie sami. Warto…

 

Ewa jest dla mnie swego rodzaju kobietą tragiczną. Przez cały czas czytania tej wspaniałej powieści, ani razu jej nie potępiałem. Wykorzystano ją, ograbiono z uczuć i tożsamości…Podobnie jak Milenę z “Galerianek”, tak właśnie porównuję je. Były bardzo podobne. tej drugiej też nie potępiam, jak to robi większość po obejrzeniu tego filmu. Myślałem, że będę zgorszony jeżeli obejrzę film o “tych” nastolatkach. O jakże się zdziwiłem…Było mi przykro i żal “tych” dziewczyn. Spróbowałem postawić się w ich sytuacji…Oczywiście są plastikowe wyjątki, ale to już temat na kiedy indziej…Popłynąłem, zapętliłem się i zgubiłem wątek…